poniedziałek, 20 lipca 2015

Wstęp

Nienawidzę chłopców.
Nienawidzę hałasu i chaosu.
Nienawidzę hałaśliwych chłopców wprowadzających chaos.

Wszyscy tacy są.
Ci z mojego rocznika zawsze byli takimi.... dzieciorami.
Ale był jeden który się wyróżniał.
Murasaki, z równoległej klasy,
Był miły, niski, miał ciepły głos.
Zawsze służył radą, gdy była potrzeba. Jego uśmiech przynosił ukojenie, a śmiech sprawiał że nie mogłaś się ie śmiać razem z nim.

On był inny.
Wyjątkowy.
- ELSA! ELSA! Chodź! - Anna zaciągnęła mnie wtedy do chłopaków. Mieli jakiś spęd na podwórku - Chłopaki, co robicie? - Zapytała. Zawsze interesowało mnie skąd u niej ta energia i pewność siebie.
- Właśnie wybieramy drużyny w Policjantów i złodziei - Wytłumaczył któryś. - A co? Chcecie grać? - Dodał.
- Elsa! Zagramy? - Zawołała.
-Ale ja... miałam odrobić lekcje... - Pierwsza gimnazjum, u innych to czas spędzany z przyjaciółmi (pozdrowienia, ja ich nie mam) ale u mnie to był czas spędzany z książką i zeszytem)
- No weeź... No weeeź.... Jak wrócimy do domu to od razu sobie siądziesz przed lekcjami. Teraz pograjmyyy - Jęczała.
- Dobra - Odgarnęłam grzywkę z czoła.
- Jakoś dzisiaj łatwo ulegasz - Zaśmiała się.
- Bo się rozmyślę... - Powiedziałam cicho.
- OKEY! Wybieramy drużyny.... - Zawołał któryś.

Skończyło się tym że byłam w drużynie złodziei.
- Tutaj mnie nie znajdą... - Poszłam za krzaki przy skałkach. Przykucnęłam i Podeszłam bliżej drabinek. Tam siedział Murasaki - O! Zajęte! - Powiedziałam. Wstałam - To ja już sobie idę...- Poczułam jak chwyci mnie za nadgarstek i cięgnie na ziemię.
- Nie musisz - szepnął - Już szukają.
- Ktoś musi tam być - usłyszałam - naprawdę - jęknął jeden z policjantów.
- zostań tu - rozkazał Murasaki. Wstał i wybiegł.
- Mówiłem że ktoś tam był! - krzyknął jeden triumfalnie.
Wychyliłam głowę zza krzewów. Klęczałam. Moje nogi były lekko zabrudzone.
Siedział w więzieniu.
- Teraz albo nigdy - powiedziałam sama do siebie. Wyskoczyłam zza krzaków i pobiegłam, najszybciej jak potrafiłam, do Murasaki. By go uratować. - MURASAKI! - krzyknęłam. Dotknęłam jego ramienia. Po chwili wstał i pobiegł w innym kierunku. Ułożył usta w bezgłośne "dziękuję"
- Co? UCIEKAJĄ! - krzyknęli policjanci.
Pobiegli po nas.
Skończyło się tym że oboje siedzieliśmy w więzieniu.
- przepraszam - jęknęłam.
- Za co? - zapytał. Siedział w pozycji embrionalnej.
- Gdybym nie ukryła się tam gdzie ty.... Nie znaleźli by Cię - powiedziałam.
Zaśmiał się.
- Głuptasie! - zawołał. Wybuchnął głośnym śmiechem. - To tylko gra - prychnął.
Uśmiechnęłam się. Jednak nie zmienił się tak bardzo... Pomyślałam. - A jeżeli to by było naprawdę? - zapytałam chichocząc.
- Naprawdę? - dalej się śmiał - To co byś wtedy zrobiła?
- Emm - zacisnęłam ręce w pięści - zabiłabym wszystkich - odpowiedziałam.
- Naprawdę? - skinęłam głową. Położył się na ziemi i zwijał ze śmiechu - Dziwaczka - dodał żartobliwie, patrząc na mnie.
Szybko skończyliśmy grę.

Wzięłam torbę i spojrzałam na niebo.
- Będzie padać... - westchnęłam. A ja nie mam nic na deszcz dodałam w myślach. Opuściłam boisko i poszłam w stronę biblioteki. Anna wróciła do domu, przy czym pewnie poszła na lody.
Oddałam szybko książki i wyszłam.
Zaczynało kropić.
- O nieee - jęknęłam.
Pobiegłam do pobliskiej świątyni. Ukryłam pod zadaszeniem.
- Ale się rozpadało - usłyszałam.
- Murasaki - stwierdziłam. Wychyliłam głowę by się upewnić że to on.
- O. Higarashi - powiedział.
- Nieźle się rozpadało, co nie? - starałam się zacząć rozmowę.
- Pierwszy wiosenny deszcz - jego głos był naturalny - kto by pomyślał że Matka Natura tak nas nienawidzi - dodał. Zaśmiałam się cicho.
- Masz rację - zacisnęłam ręce na ramiączku torby - Murasaki? - mój głos był jakiś zdenerwowany.
- Tak? - on oczywiście idealnie spokojny.
- Z kim idziesz na Festiwal? - pierwsze co mi przyszło do głowy. - O ile w ogóle idziesz - dodałam. Nieee! Teraz pewnie uzna że myślę że jest nielubiany wśród ludzi... Nieeeee jęknęłam w myślach. Głupia Głupia Głupia!
- nie myślałem jeszcze nad tym - powiedział - Nie ma nikogo z kim chciałbym iść - odparł obojętnie.
- Zupełnie tak jak ja! - zawołałam - To znaczy... Nie że nie mam z kim iść ale....
- Higarashi - westchnął. Wiedziałam że unosi oczy ku niebu - nie kłam. Wiem że nie masz z kim iść - coś mnie szturchnęło w ramię. To był jego łokieć.
- Murasaki.... - Mój głos był cichy.
- Myślałaś że co? Że nie zauważę? - zapytał unosząc brew. - Wiem że nie zdawałabyś się z tymi samymi dziewczynami które Cię odrzuciły - powiedział.
"Odrzuciły"
Ja się nie zdawałam z nikim, poza moją siostrą.
Większość dziewczyn była taka... sztuczna.
Udawały słodkie i naiwne, kiedy za plecami ludzi ich obgadywały.
Do mnie odzywały się tylko kiedy coś chciały
Ale skąd on to wiedział?
Co prawda, jesteśmy w jednej szkole od kilku lat, ale... Nie rozmawialiśmy zbyt wiele.
Położył mi coś na głowę.
- koszulka z w-fu? - zapytałam z paniką.
-Nie martw się. Nie używana - zapewnił. Zaczęłam wycierać nią głowę - Dzisiaj - dodał po chwili.
- CO? ZNACZY ŻE BYŁA UŻYWANA? - krzyknęłam. Spojrzał na mnie widocznie rozbawiony. Jego uśmiech był taki ciepły, figlarny. - Dziękuję - powiedziałam po chwili milczenia.
- Nie ma za co - burknął.

Odsunęłam koszulkę na tyle by zobaczyć jego twarz. Rumienił się. Zdenerwowana znów zaczęłam pocierać koszulką o włosy.
Nagle ją zajęłam. Murasaki patrzył na mnie z osłupieniem.
Starał się stłumić śmiech, nieudolnie.
- C... Co? - Zapytała, jąkając się.
- Przepraszam, przepraszam - powiedział.
Wplątał swoje dłonie w moje włosy. Jego twarz była zdecydowanie zbyt blisko. Odsunął się po chwili.
- już - oznajmił - lwico - dodał. Czułam jak moja twarz pokrywa się rumieńcem.
- Murasaki... - zaczęłam. - Za blisko - szepnęłam. Szybko odwrócił głowę.
- Przepraszam - bąknął szybko - O! Przestało padać - walnął szybko - do jutra! - zawołał i pobiegł do domu.
Wróciłam i usiadłam przy biurku.

Był tak blisko. Czułam ciepło jego ciała....
Położyłam bezradnie głowę na biurku.
- Głupia - mówiłam uderzając w biurko - Głupia! Głupia! Głupia! - krzyczała na siebie.

Następnego dnia przed wejściem do klasy czekał na mnie Murasaki.
- Cześć! - powiedział.
- o! Cześć - odpowiedziałam szybko.
- Higarashi wiesz....... - zaczął - rozmawialiśmy wczoraj o tym festiwalu i no wiesz.... Bo ten..... - uniósł dłoń ku twarzy i zakrył jej większość - skoro nie masz z kim iść to może.... - moje serce zamarło - może poszła byś ze mną? - zdałam sobie wtedy sprawę że nie oddycha.
Przez chwilę z zaciśniętymi ustami stałam i wpatrywałam się w niego.
- Ja.... - zająknęłam się - Jasne - odpowiedziałam cicho.
- Miło - uśmiechnął się. Poszedł w stronę swojej klasy - A! Higarashi! Jeszcze jedno - odwrócił się - Ayato powiedział że jak chcesz to możesz z nami chodzić.
- Ch-chodzić? - mój głos zadrżał.
- no wiesz... Spędzać z nami czas na przerwach. - wyjaśnił - chyba Cię polubił - dodał.
Ja miałabym chodzić z chłopakami.
Z tymi samymi których tak bardzo nienawidzę.
Nienawidzę wszystkich
Poza Murasakim.

Od tamtej pory, raz na jakiś czas, spoglądaliśmy na siebie. Potem odwracaliśmy wzrok, tylko po to, żeby znów spojrzeć.

Zaczęliśmy częściej rozmawiać.
Wszystko znów było piękne.

- eeej - jęknął jakiś chłopak - znowu prowadzasz się z Murasakim? - jęczał. Jedyne co robiłam to go ignorowałam. - No powiedz mi! No powiedz! - łaził za mną.

- Zamknij się - burknęłam pod nosem - Jesteś taki jak wszyscy - dodałam. Odwróciłam się do niego - Jesteś nieznośny i uciążliwy. Nienawidzę przez to chłopców - powiedziałam - WSZYSTKICH WAS NIENAWIDZĘ! - wrzasnęłam. Ręce miałam zaciśnięte w pięści.
Podniosłam głowę. Murasaki patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Murasaki... - szepnęłam cicho. Odwrócił się i poszedł w głąb korytarza.

W weekend poszłam o dziewiętnastej na Festiwal. Mieliśmy się tam spotkać piętnaście po.
Czekałam. Czekałam.
Było już po dwudziestej drugiej, ale ja dalej czekałam.
Na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy.
- To bezcelowe - szepnęłam sama do siebie - nie przyjdzie - mój głos, cichy i przepełniony smutkiem, nawet nie przebił się przez szum liści.
Łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego płaczę? Przecież to nie powód do płaczu myślałam opierając łzy.
Pobiegłam do domu.
Na pasach było zielone światło. Poszłam szybko.
Wtedy coś zabłysnęło mi przed oczami.

Pojawiła się ciemność.

Kiedy się obudziłam wszystko było rozmazane.

Po chwili obraz zaczął nabierać ostrości.

Byłam w szpitalu. W SZPITALU!

- Higarashi - Powiedziała Anna. - Już się obudziłaś? Wszystko dobrze? nic cię nie boli?

- Co się stało? - Jęknęłam.- co ja tu robię? - Byłam poddenerwowana. Zaczęłam się kręcić.

- Uspokój się - Położyła mi dłoń na ramieniu - Wieczorem jakiś pijak potrącił cię samochodem - burknęła. - Ktoś udzielił ci pierwszej pomocy i zadzwonił po karetkę - Dodała.

- Ile tu leżę?

- Od dwudziestej trzeciej coś... a teraz jest piętnasta czternaście to.... - Zastanowiła się - Wiesz ze nie lubię matmy - Jęknęła - Policz se sama - Wzruszyła ramionami.

Po godzinie opuściła mój pokój, rodzice ją wzywali. Wtedy nie było już nawet odgłosu klawiszy telefonu, która tak bardzo mnie denerwowały.

Była tylko cisza. Pustka.

Po dwóch tygodniach wróciłam do szkoły.

Murasaki... Gdzie jest Murasaki myślałam.

- Hej! - Pomachałam do Ayato - Wiesz gdzie jest Murasaki? - Zapytałam.

- Jack? em... - Przeczesał włosy palcami. - Wyjechał. W tamten poniedziałek... - Wytłumaczył.

Moje oczy otworzyły się szerzej.

- No nie.... - Jęknęłam. - Dzięki Ayato - Podziękowałam cicho.

Zbliżał się koniec semestru. Koniec pierwszego roku w gimnazjum.

Od Autorki: Początek trochę jak w anime "Ao Haru Ride" tyle że Futaba miała tam jedną przyjaciółkę i nie była taka no.... nieporadna? Ogółem to później jako tako się zmieni, Jack (Któremu dałam nazwisko "Murasaki" bo nie było w filmie o jego nazwisku, był tylko przydomek) wróci, ale będzie w ogóle innym chłopakiem, ona go nawet nie pozna xD (SPOILER ALERT)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz